RSS
 

Synowie wojny, część IV

02 wrz

Pomimo gęstych strug padającego deszczu, Avaret i Neven przemierzyli odległość dzielącą zbrojownię od karczmy „Pod Rogatym Jeleniem”, rezygnując z oferowanej im przez Gorana gościny, mimo, iż jego nalegania były gorące i szczere. Czas naglił, groźba przemoknięcia do suchej nitki nie miała prawa ich odstraszyć.

Od progu zalała ich fala przyjemnego ciepła. Najemnik postąpił kilka kroków w głąb gospody, umożliwiając towarzyszowi wślizgniecie się pomiędzy cztery ściany gwarantujące spokój od atakujących zaciekle salw deszczu, po czym przystanął pozwalając ubraniom nieco ocieknąć. Rozczochrał opadające mu na ramiona zlepione włosy, tupnął parę razy butami o drewnianą pogodę, po czym rozejrzał się po wnętrzu głównej sali. Nie licząc siedzących przy jednym stole Ervilla i Jovana, oraz Holeta dokładającego drewien do palącego się na kominku ognia, była całkowicie pusta. Elf był właśnie w trakcie doustnej aplikacji złocistej barwy lekarstwa, w postaci płynnej rzecz jasna, mającego uśmierzyć kaca. Klina klinem, jak powiadają. Siedzący naprzeciw niego Jovan również pochylał się nad kuflem, z którego jednak niewiele jak do tej pory ubyło. Mimo to sprawiał wrażenie, jakby pozbierał się w końcu w garść. Avaret zadał sobie w myślach pytanie, czy to towarzystwo elfa, a konkretniej jego prostolinijność, poczucie humoru, swada i lekceważący stosunek do napotykanych kłopotów, tak na niego wpłynęły.

Złowiony kątem oka ruch Nevena w stronę zajętego przez ich towarzyszy stołu sprawił, że ocknął się za zamyślenia. Idąc śladem Loretańczyka, zajął miejsce naprzeciw Ervilla, dłoń wspierając na rękojeści miecza tak, aby nie zahaczyć nim o któryś z mebli stanowiących wyposażenie karczmy. Strzała spoczywała bezpiecznie w jednej z kieszeni jego szarozielonego kubraka.

— Dowiedzieliście się czegoś? — zagadnął Ervill unosząc kufel do ust.

— Raczej nie mogę tego powiedzieć — wycedził Avaret, głowę zwracając w bok, w stronę ściany przyozdobionej futrem z dzika. — Jedyna koncepcja, jaką mamy, mówi, że za wszystkim stoi mityczna organizacja zwana Bractwem Jadowitego Węża, która oto objawiła się ponownie po pięciu wiekach zapomnienia.

Elf gwizdnął głośno i przenikliwie.

— Ciekawa koncepcja, przyznaję. Wobec tego nie pozostaje nam chyba nic innego, jak zakończyć śledztwo. Jovanie, Nevenie, bardzo mi przykro, ale ta sprawa jest z góry przegrana. Trzeba się z tym pogodzić i ruszać dalej.

Jovan spuścił niemrawo głowę. Widać było, że jest całkowicie wyzuty z jakichkolwiek sił, że nie ma już ani ochoty walczyć, ani wiary w to, że walka może okazać się zwycięska. Tkwił w stanie, w którym człowiekowi jest już zupełnie wszystko jedno, co się stanie, choćby stał w obliczu nagłej śmierci. Neven, do czego już wszystkich przyzwyczaił, zachował większość emocji dla siebie.

Avaret przyjrzał się bacznie elfowi. Gdyby jego oczy miały zdolność miotania gromami, Ervill właśnie leżałby pod stołem, a z jego ciała unosiłyby się smużki dymu i zapach spalenizny.

— Chyba żartujesz — wycedził. Drobinki śliny przedostały się przez jego zaciśnięte zęby, kończąc swój lot na stole, tuż obok kufla elfa. — Nie spocznę, póki…

— Póki się nie zesrasz — dokończył Ervill, bezczelnie wpadając w słowo. — Zdarza się, drogi Avarecie, coś takiego, jak zbrodnia doskonała. Przypadek rzadki, jak sraczka, niemniej zdarza się. Z czymś takim mamy właśnie do czynienia. Nie mamy żadnego tropu, prócz tego, który wiedzie donikąd, nie mamy żadnych poszlak. Ci, którzy to zrobili, znali się na swoim fachu, niech ich jasna cholera! Pogódź się z tym, przyjacielu. Im prędzej, tym lepiej, dla ciebie i dla wszystkich. Zdaj się na moje doświadczenie w tym względzie, bogatsze od twojego o ładnych parę dekad.

Avaret wstał gwałtownie, omal nie przewracając tym ruchem stołu.

— Pierdolę twój pragmatyzm i wyrachowanie! — wybuchnął. W jego głosie grzmiała furia, którą zrównać można było chyba jedynie z eksplozją wulkanu. — To doświadczenie, którym się chwalisz, to nic innego, jak zwykłe zgorzknienie, starczy defetyzm, główne źródło bierności i stagnacji.

— Czynisz duży błąd, Avarecie, równając mnie ze starcami ludzkiego gatunku. Starzec taki bowiem gorzknieje, mając świadomość nadchodzącej wielkimi krokami śmierci, kresu swojego życia. Ja zaś kostuchy na horyzoncie nie dostrzegam, co też sprawia, że w moim przypadku wiek może być tylko i wyłącznie zaletą.

Avaret pokręcił głową, dając wyraźnie do zrozumienia, co sądzi o tej krótkiej wymianie zdań. Loretańczycy wpatrywali się w niego w milczeniu, gdy odwracał się plecami do Ervilla i ruszał w stronę wyjścia.

— Goran polecił mi udać się do Wielkiej Biblioteki Mostaru, by tam zasięgnąć nieco wiedzy na temat Bractwa — jego słowa były skierowane do Jovana i Nevena i mimo, że w żaden sposób tego nie zaznaczył, oczywistym było, że nie uwzględnia w swoich dalszych działaniach elfa. — Jeśli chcecie, chodźcie ze mną. Nic więcej póki co nie możemy zrobić.

Jovan począł się podnosić, lecz zastygł na wpół stojąc, na wpół siedząc, na dźwięk słów Nevena.

— Zostań. To nie ma sensu, Ervill ma rację. Przegraliśmy.

Jovan zwiesił głowę, ograbiony z resztek nadziei i woli walki. Drzwi trzasnęły głośno za Avaretem, po tym, jak przekroczył próg gospody, ruszając poprzez nieustającą ulewę w stronę Biblioteki. Neven uniósł się z wolna nieoczekiwanie.

— Idę się przejść — rzekł rozwiewając jakiekolwiek wątpliwości co do celu podjętego działania. — Potrzebuję zażyć trochę samotności.

Chwilę później drzwi trzasnęły ponownie, a odgłos ich zamykania towarzyszył przez chwilę zatopionym w myślach Ervillowi i Jovanowi.

* * *

Odziany w obdarte łachmany mężczyzna zeskoczył z konia, lądując prosto w błocie powstałym w ciągu ostatniej godziny. Jego odzienie żywo kontrastowało ze schludnie przystrzyżoną siwą brodą, oraz starannie uczesanymi, krótkimi, równie siwymi jak broda włosami. Można by nazwać go starcem, gdyby nie bystre, żywe oczy oraz lekki i płynny sposób poruszania się, zadające kłam tego typu stwierdzeniu. Mężczyzna pochylił się, bacznie przyglądając się rozmokłej ziemi. Zdać by się mogło, że ulewa zmyła jakikolwiek ślad, jaki mógł być w niej pozostawiony w ciągu ostatnich kilku dni, jednak on dokładnie wiedział, co robi.

Trop, którym od dłuższego czasu podążał, wiódł w stronę Mostaru.

* * *

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Opowiadanie

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Angelique

    3 września 2014 o 12:03

    No proszę, proszę, co tak krótko PANIE AUTOR? :)

    „Czynisz duży błąd, Avarecie, równając mnie ze starcami ludzkiego gatunku. Starzec taki bowiem gorzknieje, mając świadomość nadchodzącej wielkimi krokami śmierci, kresu swojego życia. Ja zaś kostuchy na horyzoncie nie dostrzegam, co też sprawia, że w moim przypadku wiek może być tylko i wyłącznie zaletą.” – cudowny cytat. Tak zajebiaszczo to zostało powiedziane. Aż się pod nosem uśmiechnęłam :)))

    Czyli co, zbrodnia dokonała? Ja tam stawiam 100 złotych monet, na to, że sprawa zostanie rozwiązana. Elf i człowiek się tak nie poddadzą. Fakt, że teraz wszystko wydaje się bez sensu i możliwe, że sądzą, że morderstwo owe to majstersztyk, ale… Spokojnie! Wiem, że w kolejnym rozdziale będzie jazda bez trzymanki i na pewno spotkają mordercę/morderczynię! :)

    Pozdrawiam i czekam z utęsknieniem na kolejny rozdział :)

    Ps. Jak wakacje minęły? ^^

     
    • rockydrago

      3 września 2014 o 13:11

      Witam,
      Krótko, bo to taki fragment, który ciężko mi było jakoś gdzie indziej upchać. Zrobiłem wiec z niego osobny rozdział.
      Widzę, że u Ciebie małe zmiany zaszły :-)

      P.S. Szybko minęły :)

       
  2. ~Vessna

    6 września 2014 o 01:41

    Gdzie ja w ogóle tamten komentarz zostawiłam? O.o Coś mi się popieprzyło, no nieważne.

    Jednak prawdą jest, że im dłużej zwlekam, tym ciężej mi znów wejść w twój świat, ale jakoś nie potrafię się zmusić do czytania od razu po publikacji – po prostu muszę ponarzekać, jak bardzo mi się nie chce! :)

    Niemniej wracam do opowieści z coraz większą sympatią (dla elfa szczególnie) i zainteresowaniem. Rozdział krótki, ale może to i dobrze (niby jak piszemy krócej, to częściej, ale wiadomo, jak to bywa), acz treściwy.

    Jak zwykle popisałam sobie o niczym, więc dodam jeszcze tylko jedno: niech ci przez myśl nie przejdzie – po skończeniu tej opowieści – pisanie kolejnej bez naszych ulubionych bohaterów. Nie wybaczę!

    Weny, weny!
    I dziękuję, że ty bywasz u mnie regularniej, niż ja u ciebie.

     
    • rockydrago

      8 września 2014 o 10:27

      Bohaterowie jeszcze mi się nie znudzili, wiec póki co nie zamierzam ich zmieniać :)